JW subtitle extractor

JW Broadcasting — marzec 2026

Video Other languages Share text Share link Show times

Witamy w audycji JW Broadcasting®.
Czasami stykamy się z sytuacjami,
w których nie wiemy, co robić.
Jak radzić sobie z emocjami,
kiedy mamy wrażenie, że sprawy
wymykają się spod kontroli?
Zagłębimy się w Księgę Jonasza
i dowiemy się
czegoś o lojalnej miłości.
Perspektywa zdobycia sławy
i pieniędzy może być kusząca.
Zobaczymy wywiad z siostrą,
która musiała wybrać pomiędzy
życiem celebrytki a życiem dla Jehowy.
Nasz nowy wideoklip
pokaże, jak uwięzieni bracia
zachowują silną wiarę.
To jest audycja JW Broadcasting.
„Niech wasze serca
nie będą zatroskane”.
Jezus wypowiedział
te słowa chwilę po tym,
jak przekazał apostołom,
że wkrótce ich opuści.
Z pewnością byli tym
zszokowani i przygnębieni.
Żeby ich pocieszyć,
Jezus powiedział w Jana 14:1:
W Biblii często czytamy,
że niegodziwi ludzie
są jak „wzburzone morze”.
To dość trafne porównanie.
Ledwo pokonamy
jedną falę złych wieści,
zaraz pojawia się kolejna.
Różne wydarzenia na świecie
oraz problemy osobiste
wysysają z nas siły emocjonalne.
I na koniec dnia mówimy:
„Jestem kompletnie wyczerpany!”.
Jak słowa, które Jezus skierował
do apostołów, mogą pomóc nam
mądrze korzystać
z naszych sił emocjonalnych?
Zobaczmy dwie rady Jezusa,
które będą dla nas praktyczne.
Zacznijmy od pierwszej:
„Niech wasze serca
nie będą zatroskane”.
Jezus miał tutaj na myśli,
że to od apostołów zależało,
jak zareagują na sytuację.
Mogli pozwolić,
żeby ich serca były zatroskane,
albo starać się
do tego nie dopuścić.
To, co czujemy,
często wynika z tego, o czym myślimy.
Emocje często są powiązane
z kimś, z czymś
albo z wydarzeniem,
które wywołuje wspomnienia.
W takim razie słowa Jezusa
oznaczają, że musimy starać się
kontrolować nasze myśli.
Jeśli będziemy myśleć o czymś smutnym,
to będzie nam smutno.
A jeśli pomyślimy o jakimś zagrożeniu,
odczujemy niepokój.
Ludzki umysł można przyrównać
do wielkiego domu z wieloma pokojami.
Każdy pokój to pewne wydarzenie
z naszego życia.
I kiedy w nim przebywamy,
wracają do nas wszystkie emocje
związane z tym wydarzeniem.
Apostołowie byli w pokoju o nazwie:
„Jezus nas opuszcza!”.
Ogarnął ich smutek i niepokój.
Ale Jezus zapewnił ich,
że są w stanie
kontrolować swoje emocje.
Mogli skupić całą swoją energię
na smutku i poczuciu straty
albo przekierować myśli
na wiarę w Jehowę i w Jezusa.
To świetne przypomnienie dla nas.
Możemy wpływać
na nasze uczucia tym,
o czym zdecydujemy się myśleć.
Tak jak apostołowie,
my też czasami znajdziemy się
w pokoju lęku i smutku.
Ale pamiętajmy.
Nawet jeśli jesteśmy
w tym ciemnym pokoju,
to nie chcemy
w nim zamieszkać.
Żeby nasze serca
nie były zatroskane,
powinniśmy też mądrze wykorzystywać
swoją energię emocjonalną.
W Izajasza 55:2 czytamy:
Tak jak nie wydalibyśmy pieniędzy
na chleb z plastiku,
tak nie chcemy marnować
swojej energii na to,
co nie daje zadowolenia.
Na przykład:
Gdyby ktoś dał ci 10 dolarów
na posiłki na cały dzień,
a ty wydałbyś 8
na samo śniadanie,
to nie zostałoby ci dużo
na obiad i kolację, prawda?
Nasze siły emocjonalne na każdy dzień
też są ograniczone,
więc musimy
rozsądnie je rozkładać.
A na co ty
poświęcasz swoją energię?
Zadaj sobie pytanie:
Czy wykorzystuję
swoje siły emocjonalne na coś,
co nie jest tego warte?
Wyobraź sobie,
że gdy jedziesz samochodem,
ktoś wymusza
na tobie pierwszeństwo,
albo ktoś cię rozczarowuje
lub traktuje niesprawiedliwie.
Takie sytuacje mogą ograbić cię z sił
i sprawić, że będzie ci bardzo smutno.
Ale zastanów się:
Czy naprawdę warto
być tym pochłoniętym?
Czy nie wykorzystuję swoich
zasobów emocjonalnych na rzeczy,
które nie dają zadowolenia?
Czy wręczyłbyś komuś swój pełny portfel
i powiedział: „Bierz, ile chcesz!”?
Być może,
jeśli jest to ktoś ci bliski.
Ale obcemu
byś na to nie pozwolił.
Podobnie powinniśmy zachowywać
swoje siły emocjonalne dla tych,
których kochamy,
i mądrze je wykorzystywać na to,
co liczy się najbardziej —
na naszą rodzinę, na braci i siostry,
a przede wszystkim
na służbę dla Jehowy.
Media społecznościowe, polityka,
sprawy codzienne i rozrywka
takie rzeczy mogą
nas pochłonąć emocjonalnie.
Dlatego nie chcemy podawać im
portfela z naszymi emocjami i mówić:
„Proszę, bierz, co chcesz”.
Bo jeśli tak zrobimy,
to nie zostanie nam już nic
dla ludzi, których kochamy.
Kluczem do szczęścia jest mądre
zarządzanie naszymi siłami emocjonalnymi
i wykorzystywanie ich na to,
co naprawdę się liczy.
Wielu ludzi myśli,
że znajdzie szczęście,
wydając pieniądze i robiąc,
co tylko im się podoba.
Samolubstwo nie da nam
trwałego szczęścia.
Jezus powiedział,
że „więcej szczęścia wynika z dawania”.
Z tego trafnego zdania
możemy się wiele nauczyć o tym,
jak korzystać ze swojej energii.
Pomyślmy
o pewnym przykładzie.
Szczęście to naturalny efekt
miłości do innych.
Zobaczmy.
Co się dzieje,
gdy rozpalamy ognisko?
Jest cieplej i jaśniej.
Nie odczujemy tego ciepła i światła,
jeśli nie rozpalimy ogniska.
Musimy włożyć pewien wysiłek,
żeby je przygotować.
A naturalnym efektem
będzie ciepło i światło.
Kiedy wykorzystujemy
swoje emocje tak,
żeby inni czuli się kochani,
to przy okazji zaznajemy też
ciepłego uczucia szczęścia.
Słowa Jezusa „niech wasze serca
nie będą zatroskane” uczą nas,
że możemy mieć
pozytywny wpływ na nasze emocje
przez to, na czym
skupiamy swoje myśli,
a także, żeby mądrze wykorzystywać
swoje siły emocjonalne
dla naszej rodziny, braci i sióstr,
a przede wszystkim,
żeby pełnić służbę dla Jehowy.
Spójrzmy teraz na drugą część
wersetu z Jana 14:1.
Jezus mówi tutaj:
Jezus nie powiedział po prostu:
„Miejcie wiarę”,
jak gdyby znajdowała się ona
sama w jakimś pokoju.
Podkreślił, że w tym pokoju
jest też on i Jehowa.
Zatem kiedy
zaczynamy się martwić,
pamiętajmy, że Jehowa i Jezus
są tuż obok nas
i cały czas działają, żeby rozwiązać
nasze problemy już na zawsze.
Są w pokoju
bardzo blisko naszego.
Możemy do niego wbiec
w każdym momencie
przez modlitwę i rozmyślanie.
Wiara w to, że Jehowa chce i potrafi
rozwiązać problemy tego świata,
może uspokoić nasze emocje.
Jezus wie, że przez niedoskonałość
mamy tendencję do tego,
żeby brać sprawy w swoje ręce.
W Kazaniu na Górze przypomniał:
„Przestańcie się zamartwiać”.
Dlaczego?
„Bo wasz niebiański Ojciec wie,
że te wszystkie rzeczy są wam potrzebne”.
Czy wierzysz, że Jehowa
rozumie twoją sytuację
i wie, czego potrzebujesz?
To przekonanie
pomoże ci zachowywać spokój.
Kiedy sami usiłujemy rozwiązywać problemy,
które powinniśmy pozostawić Jehowie,
dokładamy sobie
niepotrzebnych zmartwień.
Na przykład problem ubóstwa,
starości, wojen, przestępczości
czy niestabilnej sytuacji.
Jakby się nad tym zastanowić,
to oczywiste, że nie jesteśmy
w stanie ich rozwiązać.
Ale wiemy, że rozwiążą je Jehowa i Jezus
za pomocą Królestwa Bożego.
Wiara w Jehowę i Jezusa
to najlepszy sposób
na zrównoważenie
naszych emocji,
zwłaszcza gdy słyszymy złe wiadomości
albo mamy problemy osobiste.
Ja też czasami się martwię
o to, co się dzieje z naszymi braćmi
w różnych częściach świata,
na przykład
w Erytrei albo w Rosji.
Myślę, że macie tak samo.
Wszyscy bardzo to przeżywamy.
Ale co możemy zrobić, żeby nasze serca
nie były zatroskane?
Mnie pomagają takie pytania:
Czy bracia ze zboru
zrobili, co mogli?
A bracia z Biura Oddziału
i Biura Głównego?
A czy ja się
w tej sprawie pomodliłem?
Jeśli odpowiedź brzmi „tak”,
mogę powiedzieć:
„Jehowo, zrobiliśmy, co mogliśmy.
Reszta jest w Twoich rękach”.
Psalm 112:7 wyjaśnia, jak możemy
sobie radzić ze złymi wiadomościami:
Co nam pomoże?
Ufność, że Jehowa posłuży się
swoim duchem świętym, żeby nam pomóc.
Kiedy czujemy się przytłoczeni
lub wyczerpani emocjonalnie,
pamiętajmy, że Jehowa obiecuje
udzielić nam „niezwykłej siły”.
Bądź pewny,
że dotrzyma tej obietnicy.
Kiedy mówimy Jehowie
o naszych uczuciach, On słucha
i doda nam sił proporcjonalnych
do wyzwania, które jest przed nami.
Nie oznacza to,
że usunie próbę,
ale z pewnością
pomoże nam ją przetrwać.
Rzymian 12:11 mówi, że mamy
„pałać [albo płonąć] duchem”.
Taki płomień zapału
przypomina mi o kamieniu
z ciekawą właściwością.
Gdy użyjemy specjalnego światła,
zaczyna się świecić.
W normalnych warunkach
wygląda jak zwykły kamień.
A teraz?
Widzicie, jak pięknie lśni?
To właśnie my,
gdy oddziałuje na nas duch Jehowy.
Podobnie dzięki
duchowi świętemu od Jehowy
nasze siły codziennie się odnawiają
i niejako lśnimy.
Przypominamy małe dziecko,
które boi się czegoś w nocy.
Gdzie wtedy biegnie?
Do pokoju mamy i taty.
„Oni wiedzą, co robić.
Oni zawsze pomogą”.
Gdy się modlimy,
to tak jakby biegniemy do pokoju Jehowy
i mówimy Mu, co się stało.
A On uspokaja nas swoim duchem,
przez Biblię oraz braci i siostry.
Niejako świeci na nas swoim światłem
i daje nam „niezwykłą siłę”.
Kiedy spotykają nas
różne trudności,
pamiętajmy, że w naszym domu
są też inne pokoje.
Kiedy czytamy Biblię
i modlimy się do Jehowy,
wyobrażajmy sobie,
że On bierze nas za rękę
i wchodzi z nami do środka.
Gdy przechodzisz żałobę,
zabiera cię
do pokoju zmartwychwstania.
Jesteś chory —
do pokoju doskonałego zdrowia.
Jesteś w pokoju
nadmiernego poczucia winy —
Jehowa zabiera cię
do pokoju przebaczenia.
Wyobrażacie sobie,
jak mogli się czuć apostołowie,
gdy Jezus zmartwychwstał?
Przeszli z pokoju
„Jezus nas opuszcza”
do pokoju
„Jezus jest znowu z nami”!
Ich wiara w Jehowę i Jezusa
została nagrodzona.
Podsumujmy teraz,
czego się nauczyliśmy ze słów Jezusa
zawartych
w Ewangelii według Jana 14:1.
Z polecenia „niech wasze serca
nie będą zatroskane”
dowiadujemy się,
że to, o czym myślimy,
może mieć pozytywny wpływ
na nasze emocje.
Chcemy też mądrze wykorzystywać
siły emocjonalne
na naszą rodzinę, na braci i siostry,
a przede wszystkim
na naszą służbę dla Jehowy.
Jezus dodał:
„Wierzcie w Boga
i wierzcie we mnie”.
Ufajmy, że Jehowa i Jezus
naprawią to, czego my nie możemy.
Jehowa ma trwałe rozwiązanie
każdego problemu, z którym się mierzymy.
A póki co miejmy pewność,
że Jehowa
udzieli nam „niezwykłej siły”,
żebyśmy mogli radzić sobie
z trudnościami w tym systemie rzeczy.
Kiedy więc następnym razem
poczujesz się wyczerpany emocjonalnie,
rozmyślaj nad słowami
Jezusa z Jana 14:1:
Kiedy Jonasz
nauczył się ufać Jehowie,
znacznie lepiej panował
nad swoimi emocjami.
Czego się od niego uczymy?
Zobaczmy kolejny odcinek
z serii Wyszukujmy duchowe skarby.
Tato, ten film o Jonaszu jest super!
Też mi się podoba.
A Biblia pomaga wniknąć
jeszcze głębiej,
gdy zadamy sobie
jedno proste pytanie:
Czego ta relacja
uczy mnie o Jehowie?
Zapiszę sobie.
No i czego nowego się nauczyłeś?
Na pewno tego, że Jehowa
jest cierpliwy i chętnie przebacza.
To prawda.
Jehowa był bardzo cierpliwy,
bo czekał aż Jonasz dojrzeje duchowo.
Werset 1 z rozdziału 3 mówi,
że Jehowa dał mu drugą szansę.
Chociaż Jonasz odczuwał skutki
swoich błędów, Jehowa dalej go chronił
i życzliwie korygował.
To, że Jehowa go nie skreślił,
to jest MEGA!
Właśnie!
I ten przymiot
ma swoją nazwę — lojalna miłość.
Pamiętasz, co to oznacza?
Chyba tak.
I tu kolejna wskazówka:
Sprawdzaj nieznane słowa.
Poszukajmy definicji w Słowniczku pojęć.
W pasku wyszukiwania
w Biblii wpisz „lojalna miłość”.
O, i tu pojawia ci się Słowniczek.
Czekaj... o, mam.
Przeczytasz?
Lojalna miłość to „miłość
wypływająca z głębokiego przywiązania,
niezłomności i lojalności”.
Tak właśnie Jehowa
traktował Jonasza.
Obiecał, że będzie pomagał
swoim sługom, bo ich bardzo kocha.
Ale Jonasz chyba tego
nie rozumiał.
Przeżył sztorm,
trzy dni w brzuchu ryby
i widział, jak Niniwczycy
okazują skruchę,
a on dalej skupiał się na sobie.
Kiedy Jehowa oszczędził Niniwę,
Jonasz się zdenerwował, bo nie chciał
wyjść na fałszywego proroka.
Mimo wszystkich swoich przeżyć
wolał patrzeć na śmierć Niniwczyków,
niż źle przed nimi wypaść.
Oj tak, Jonasz tu się nie popisał.
Ale jak Jehowa na to zareagował?
Lepiej niż ja bym to zrobił.
To, że Jonasz źle zareagował,
nie oznaczało,
że był złym człowiekiem.
Dlatego Jehowa posłużył się tykwą,
żeby go czegoś nauczyć.
Co jest napisane
w Jonasza 4:6?
Jehowa sprawił, że nad Jonaszem
wyrosła tykwa,
która dała mu cień
i przynosiła ulgę.
To miły gest, szczególnie że Jonasz
wcale na to nie zasłużył.
Z Biblii wiemy, że ‛Jonasz
bardzo się ucieszył z tej tykwy’.
Lojalna miłość Jehowy sprawiła,
że prorok powoli zaczął
zmieniać nastawienie
i jego serce zmiękło.
I było gotowe na kolejną lekcję.
Jehowa posłał robaka,
który zabił roślinę —
nie człowieka, tylko roślinę.
Jak Jonasz zareagował?
Znowu strzelił focha.
I właśnie wtedy Jehowa go skorygował.
Wersety 10 i 11 — to super moment!
Jehowa spytał Jonasza:
‛Skoro tobie żal tykwy,
to czy ja nie miałbym żałować
ludzi i zwierząt w Niniwie?’.
I na tych dobitnych słowach Jehowy
Jonasz postanowił zakończyć
spisywanie swojej historii.
Wyciągnął odpowiednie wnioski
i nauczył się patrzeć
na innych oczami Jehowy.
A Jehowa nigdy go nie opuścił
i nie przestał okazywać mu
lojalnej miłości.
Wniknijmy głębiej.
Komu jeszcze w tej historii
Jehowa okazał miłość?
Czy tylko Jonaszowi?
Skorzystajmy ze wskazówki
z książki Naśladujmy ich wiarę:
„Angażujcie (...) wyobraźnię.
Próbujcie poczuć to,
co czuły opisywane postacie,
i zobaczyć to,
co one widziały.
Zastanawiajcie się, jak Wy
byście postąpili na ich miejscu”.
Wyobraź sobie tę sytuację:
Jonasz patrzy, jak ci bezsilni żeglarze
wołają do swoich fałszywych bogów,
a on wie, że nie otrzymają
żadnej pomocy.
I chociaż to wszystko to jego wina,
ci niewinni mężczyźni
nie chcą go wyrzucić za burtę!
Zrobili wszystko, co mogli,
żeby uratować życie Jonaszowi.
Mimo że służyli innym bogom,
Jehowa pomógł Jonaszowi
dostrzec ich dobre strony
i to, jak bardzo się bali.
Jak myślisz, czy Jonasz zaczął patrzeć
na nich tak, jak Jehowa?
Sprawdźmy to.
Dlaczego w ogóle Jonasz
został wysłany do ludzi,
którzy nie wierzyli w Jehowę?
Może Jehowa chciał dać
Niniwczykom szansę,
żeby zmienili swoje nastawienie.
A więc komu tak naprawdę
Jehowa okazał miłość?
Jak tak sobie pomyślę,
to Jehowa okazał
lojalną miłość Jonaszowi,
ale też żeglarzom i Niniwczykom.
Brawo!
I jeszcze jedna sprawa:
Chociaż Jonasz popełnił błędy,
to kiedy zmartwychwstanie,
dowie się, że Jehowa
posłużył się jego historią,
żeby nauczyć nas
czegoś o swoim Synu.
Jak się wtedy poczuje,
gdy zobaczy, że sam Jezus
wymienił go z imienia
i przyrównał siebie do niego?
Jehowa okazuje miłość
w doskonały sposób.
A jak my możemy Go
w tym naśladować?
Pierwsze, co przyszło mi na myśl,
to służba od domu do domu.
Szczerze, to
nie zawsze lubię głosić.
Nie jest to fajne, gdy czujesz,
że nikt nie chce cię słuchać.
Ale wtedy przypominam sobie,
że nie chodzi tu o mnie.
Chodzi o coś znacznie ważniejszego.
Skoro Jehowa nie skreśla ludzi,
to czemu ja miałbym?
Świetny wniosek!
Jestem z ciebie dumny.
Widać, że umiesz wnikać głębiej.
Ja z kolei nieraz czuję się
przytłoczony swoimi zadaniami.
Czasami moja pierwsza
reakcja nie jest najlepsza.
Mówię rzeczy,
których potem żałuję,
i długo się tym zadręczam.
Jak dobrze, że Jehowa nie trzyma
w pamięci naszych błędów —
widzi, jakimi jesteśmy wewnątrz,
i cierpliwie pomaga nam
się rozwijać.
Tyle wniosków i to tylko dzięki
tym trzem wskazówkom:
Zastanawiać się,
czego mnie to uczy o Jehowie,
sprawdzać nieznane
słowa i angażować wyobraźnię.
Jest wiele więcej takich skarbów.
Na przykład pomyślmy,
czego możemy nauczyć się z sytuacji,
kiedy Jonasz był sam
w brzuchu ryby
i błagał Jehowę o pomoc?
Albo z tego, że głoszenie Niniwczykom
przyniosło lepsze efekty,
niż Jonasz się spodziewał?
Otwórz teraz Biblię na rozdziale...
Co za niezwykły przykład!
To, że Jonasz źle zareagował,
nie oznaczało, że był złym człowiekiem.
Z pewnością odkryjecie
więcej skarbów,
czytając o miłości Jehowy
do Jonasza i Niniwczyków.
Zbory na całym świecie zawsze
wyczekują wyjątkowego tygodnia —
wizyty nadzorcy obwodu
i jego żony, jeśli jest żonaty.
Dowiedzmy się, jaka była
historia tego postanowienia.
Wizyta nadzorcy obwodu
to dla wszystkich zborów Świadków Jehowy
wyjątkowy tydzień
wypełniony głoszeniem,
zachęcającymi przemówieniami
i miłymi spotkaniami.
Ale jakie były początki
służby nadzorców obwodów
i co się w niej zmieniło?
Zobaczmy najnowszy odcinek
Historii dynamicznej organizacji.
Początki służby nadzorców obwodów
sięgają czasów pierwszych chrześcijan.
Paweł, Barnabas i inni odpowiedzialni bracia
podróżowali, żeby zachęcać zbory.
Idąc ich śladem,
nowożytna organizacja Jehowy
zaczęła organizować podobne wizyty.
W 1894 roku podjęto decyzję,
że odpowiedzialni bracia
będą odwiedzać i zachęcać
grupy Badaczy Pisma Świętego.
Nazwano ich „pielgrzymami”.
Podróżowali od zboru do zboru
i spędzali z każdym jeden lub dwa dni,
żeby budować braci.
Ale takie podróże nie były łatwe.
Wyobraź sobie, że jesteś
jednym z pierwszych pielgrzymów,
tak jak Edward Brenisen,
i wyruszasz w podróż, żeby odwiedzić braci
w odległej wsi na zachodzie USA.
Najpierw wsiadasz do pociągu,
potem całą noc jedziesz dyliżansem,
a następnie przesiadasz się do bryczki,
która zabiera cię
długą, wyboistą drogą w góry.
Od pielgrzymów oczekiwano,
że będą świetnymi nauczycielami,
ale musieli być też bardzo pokorni.
Taki właśnie był Alexander Graham,
którego przemówienia były
pełne entuzjazmu,
ale czasami
trochę się przeciągały.
Niekiedy trwały
nawet kilka godzin.
Gdy dowiedział się o tym brat Russel,
napisał do niego list:
„Mój drogi bracie,
dobrze wiem,
jak bardzo kochasz prawdę
i jak bardzo chcesz dzielić się
z innymi tym, co wypełnia twoje serce.
To pewnie dlatego
czasem tracisz rachubę czasu”.
Brat Graham
pokornie przyjął tę radę
i od tej pory wygłaszał
znacznie krótsze przemówienia,
za co bracia
kochali go jeszcze bardziej.
W tamtych czasach zadanie pielgrzyma
polegało głównie na przemawianiu.
Ale to się zmieniło w latach 20.
Od tej pory ci bracia mieli przewodzić
w głoszeniu od domu do domu.
Dlatego otrzymali nową nazwę —
„rejonowi kierownicy służby”,
a potem „słudzy rejonowi”.
Ta zmiana podkreślała,
że ich rolą jest usługiwanie braciom
i wspieranie ich.
Nieco później wprowadzono
jeszcze większą zmianę.
W latach 30. postanowiono, że podczas
specjalnych kampanii głoszenia
niektóre zbory w Stanach Zjednoczonych
będą głosić razem,
żeby stawić czoła
zaciekłemu sprzeciwowi.
To bardzo zjednoczyło braci.
Następnie wprowadzono kolejne usprawnienia.
Utworzono strefy.
Każda z nich
składała się z około 20 zborów,
które odwiedzał sługa strefy.
A co jakiś czas wszystkie zbory spotykały się
podczas zgromadzenia strefowego —
dzisiaj znanego jako
zgromadzenie obwodowe.
W latach 40. nadzorcy podróżujący
zaczęli być nazywani „sługami dla braci”.
Jednym z nich był Angelo Catanzaro,
który rozpoczął służbę w tym charakterze
w wieku zaledwie 19 lat.
Później brat Catanzaro nazwał siebie
„sługą w nieustannym ruchu”.
Jako nadzorca podróżujący
spędził w służbie ponad 60 lat.
Razem z żoną przemierzyli
większość Stanów Zjednoczonych,
zachęcając braci i pomagając
tysiącom nowych osób przybliżyć się do Jehowy.
W 1948 roku sług dla braci
nazwano „sługami obwodów”,
a potem „nadzorcami obwodów”.
Od wielu lat ci bracia i ich żony
zdobywają się na wiele poświęceń,
żeby pomagać
swoim współwyznawcom.
Są gotowi zamienić własny dom
na życie w ciągłej podróży
i pokonywać duże odległości.
Przykładem takiej ofiarności
są Winston Payne i jego żona Pam,
którzy zaczęli służbę w obwodzie
na wyspach południowego Pacyfiku,
gdy mieli dwadzieścia kilka lat.
Musieli mierzyć się z upałami,
chmarami komarów,
a czasem nawet
z niedostatkiem jedzenia.
Mimo to Payne’owie
bardzo pokochali swoje zadanie
i byli głęboko poruszeni
życzliwością tamtejszych braci i sióstr.
Dzisiaj służbę w obwodzie
pełnią tysiące braci.
Dlatego w 1999 roku wprowadzono szkolenie,
żeby im w tym pomóc.
To Kurs dla Nadzorców Obwodów
i Ich Żon,
który obecnie
odbywa się na całym świecie.
To prawda, że sposób, w jaki nazywamy
nadzorców podróżujących,
na przestrzeni lat
wielokrotnie się zmieniał.
Ale jedno pozostało niezmienne.
Tak jak za czasów Pawła,
ci bracia i ich żony
‛z największą chęcią oddają
za nas wszystko, nawet samych siebie’,
szkoląc innych w służbie,
zachęcając młodych i umacniając zbory.
Kiedy więc nadzorca obwodu i jego żona
następny raz odwiedzą twój zbór,
pomyśl, w jaki sposób możesz
okazać im wdzięczność za wszystko, co robią.
Do zobaczenia w następnym odcinku serii
Historia dynamicznej organizacji,
w którym przyjrzymy się kolejnemu elementowi
naszego duchowego dziedzictwa.
Jesteśmy wdzięczni Jehowie
za ciężko pracujących
nadzorców obwodów i ich ofiarne żony.
Być może miło wspominasz
jednego z tych braci
albo małżeństwo
i ich zachęcający przykład.
Możliwe, że pomogli ci
wystawić sobie nowe cele
i robić coś więcej dla Jehowy.
Nie każdy może być
nadzorcą obwodu,
ale wszyscy możemy
naśladować ich miłość do ludzi.
Zobaczmy, jak niektórzy
poszerzyli zakres służby
dzięki umiejętności dostosowywania się.
Kiedy dostrzegliśmy
potrzeby w tej okolicy,
Jehowa dał nam
wyraźnie do zrozumienia,
że warto byłoby zmienić teren.
Od czterech lat usługujemy
w zborze języka keczua.
Jestem Fernando.
A ja Micaela.
Działamy w zborze
boliwijskiego języka keczua
w Ingeniero Huergo
w Argentynie.
W wielu częściach Boliwii
bardzo trudno zarobić na utrzymanie.
Z tego powodu sporo ludzi
przeprowadza się do Argentyny,
żeby pracować w polu.
To bardzo wyczerpujące zajęcie.
Czasami pracują
do 11 czy 12 w nocy.
Robią wszystko,
czego się od nich wymaga.
Najłatwiej zastać ich w polu,
zanim zaczną
popołudniową zmianę.
Więc głoszenie o tej porze,
kiedy temperatura
osiąga 40 stopni, jest wyzwaniem.
Często prowadzimy z nimi
kursy w trakcie ich pracy.
Wygląda to tak, że oni
zbierają plony lub robią coś innego,
a my idziemy za nimi i czytamy im
jakiś akapit albo werset.
Na przykład kiedy
pokazujemy im imię Boże
albo inną informację,
o której nigdy nie słyszeli,
są tak zaciekawieni,
że przerywają pracę.
To pokazuje, że uważnie
nas słuchają, nawet kiedy są zajęci.
Często proszą nas,
żebyśmy poczekali, aż skończą.
Więc żeby skończyli szybciej,
pomagamy im w tym, co robią.
Na początku są zaskoczeni.
Pytają: „Serio?
Chcecie nam pomóc?
Przecież pobrudzicie sobie ubrania!”.
Nam to nie przeszkadza,
a jest z tego sporo korzyści.
Z czasem się zaprzyjaźniamy —
i o to chodzi.
Stajemy się ich przyjaciółmi,
żeby pomagać im robić postępy.
Dzięki temu widzą,
że interesujemy się nimi
naprawdę szczerze.
Obserwowanie, jak prawda
wpływa na szczerych ludzi,
to coś, co najbardziej
lubię w głoszeniu.
Kocham głosić.
Nie czuję, żeby było to
dla mnie jakieś poświęcenie.
Nazywam się
Toni Marrero.
A ja jestem Maryluz.
Jesteśmy z Hiszpanii,
a obecnie usługujemy
w Paragwaju.
Podczas pandemii
nie wychodziliśmy z domu.
Musieliśmy się przestawić.
A rozmawianie przez telefon z kimś,
kogo nie mogę zobaczyć —
to jest straszne.
Wprost spytałem
pewnego mężczyznę,
czy chce skorzystać
z kursu biblijnego.
I ku mojemu zaskoczeniu
się zgodził.
Zaproponowałem, że kolejnego dnia
wyślę mu wiadomość
z pytaniem do przemyślenia
i na to też się zgodził.
Nie odpisał od razu,
dlatego na początku
pomyślałem, że mnie ignoruje.
Ale odpisał mi w nocy.
Wtedy zorientowałem się,
że jest bardzo zajętym człowiekiem.
Nieważne jaka była pora dnia —
on zawsze pracował.
Przyzwyczaiłem się do tego
i to zaakceptowałem.
Pewnego razu spytałem go,
czy jego żona
też chciałaby do nas dołączyć.
I powiedział, że tak.
Przez miesiące to był lekki chaos.
Zawsze musieliśmy
być gotowi na jego telefon.
Zawsze w pogotowiu.
Bo nie wiadomo, kiedy się odezwie.
To mogła być 9 wieczorem,
10 czy nawet 11.
Pisał do mnie:
„Będę gotowy za pięć minut”.
Przemykał nam przed ekranem,
mówił: „Hej, hej!”, biegł pod prysznic
i kiedy był gotowy,
siadaliśmy i zaczynaliśmy studium.
Łatwe to nie było.
No nie było.
Ale z czasem zaczęło nam to
sprawiać przyjemność,
bo zawsze kończyliśmy studium...
—...tacy szczęśliwi.
—Bardzo.
Jak już się rozłączyliśmy,
patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem:
„Czy to naprawdę się dzieje?”.
Dokładnie.
„Czy to naprawdę
tak ich interesuje?”.
Tak, tak było.
Rzeczywiście chcieli studiować.
Bardzo szybko zaczęli wprowadzać
w życie to, czego się uczyli
i po jakimś roku zostali ochrzczeni.
Jestem taka szczęśliwa
i dziękuję Jehowie codziennie,
każdego dnia.
Bo było warto.
Nauczanie zainteresowanych
w dogodnym dla nich czasie i miejscu
może wymagać od nas poświęceń.
Ale pomaganie komuś
w przybliżaniu się do Jehowy
jest niezwykłą nagrodą
za ten wysiłek.
Ponad 20 lat temu w Przebudźcie się!
pojawił się życiorys Rosalii Phillips.
Jakie korzyści odniosła ona sama
i osoby z jej otoczenia,
kiedy postanowiła służyć Jehowie?
Urodziłam się w rodzinie
słynnych muzyków i artystów.
Najsłynniejszym z nich
był chyba mój tata,
Germán Valdés,
bardziej znany jako Tin Tán.
Muzyka była częścią mnie.
Już od dzieciństwa
chciałam wyrazić siebie,
więc zaczęłam grać na gitarze
i komponować piosenki.
Nigdy nie planowałam
zostać zawodowym muzykiem.
Nie tego chciałam.
Ale krótko po śmierci mojego taty
byłam zmuszona znaleźć pracę,
żeby pomagać rodzinie.
Dołączyłam do zespołu muzycznego
i zaczęłam odnosić sukcesy
jako aktorka i piosenkarka.
Zdałam sobie jednak sprawę,
że ludzie, którzy mnie otaczali,
byli nieszczerzy,
przez co przestałam ufać innym.
Kiedy poznałam prawdę,
spotkałam życzliwych ludzi,
którzy naprawdę mnie pokochali.
I wtedy ja sama
zaczęłam się zmieniać
i stałam się inną osobą:
radosną, szczęśliwą i pełną życia.
Kiedy wróciliśmy do Meksyku,
jako rodzice
bardzo martwiliśmy się,
że nasze dzieci mogłyby zapragnąć
kariery w przemyśle muzycznym.
Razem z mężem robiliśmy wszystko,
żeby tak się nie stało.
Moja córka Gianna miała 17 lat,
kiedy zabrałam ją ze sobą
do stolicy Meksyku
na spotkanie w jednej
z największych stacji telewizyjnych.
Był tam pewien łowca talentów,
który ją zobaczył i zapytał:
„Czy ty też śpiewasz?”.
Odpowiedziała, że tak.
Zaśpiewała coś i jej głos
bardzo mu się spodobał.
Tak bardzo, że natychmiast
zaprosił ją do swojego biura.
Słyszałam, jak mówił:
„Możesz zrobić karierę
w naszej stacji.
Sprawimy, że staniesz się sławna.
Proponuję ci kontrakt.
Przyjdź w poniedziałek
i go podpiszemy”.
Kiedy wyszła z jego biura,
naprawdę się bałam.
Zapytałam:
„Czy przyjęłaś tę propozycję?”.
Odpowiedziała wtedy:
„Nie, mamo.
Za bardzo kocham służbę dla Jehowy.
Jak mogłabym się zgodzić?
Kocham służbę pionierską”.
Ku jej zaskoczeniu tydzień później
otrzymała telefon z zaproszeniem
do udziału w projekcie
muzycznym w Betel.
Teraz z radością wykorzystuje
swój piękny głos dla Jehowy.
Od wielu lat mamy możliwość
współpracować z Betel
przy tworzeniu materiałów
muzycznych i wokalnych.
Czasami widziałam, że Szatan
starał się mnie rozproszyć.
Dostawałam propozycje związane
z muzycznym upamiętnieniem taty,
co byłoby bardzo czasochłonne.
To oczywiście kolidowałoby
z moją służbą pionierską,
dlatego je odrzucałam.
Jehowa szczodrze mi błogosławił.
Za każdym razem,
gdy odrzucałam jakiś kontrakt,
dostawałam od Jehowy coś w zamian.
Na przykład mogłam pomagać
przy organizowaniu
różnych szkoleń teokratycznych.
Te wszystkie sytuacje nauczyły mnie,
żeby polegać na Jehowie,
i tak jak powiedział apostoł Paweł,
że „bez wiary nie można
się podobać Bogu”
i że On „nagradza tych,
którzy Go z całych sił szukają”.
Dużo radości sprawia mi głoszenie
z moją mamą, która ma ponad 90 lat.
Z przyjemnością uczestniczymy
razem w różnych formach służby.
W minionych latach
kilku członków mojej rodziny
poprosiło o kurs biblijny
i niektórzy z nich
zostali Świadkami Jehowy.
Bardzo lubię spotykać się
z moją mamą i córką,
grać na gitarze, śpiewać
i miło spędzać czas z przyjaciółmi.
Nie mogę się doczekać,
kiedy w nowym świecie
znowu zobaczę tatę.
Mocno go przytulę,
przedstawię go moim dzieciom
i przyprowadzę go do mamy.
Mam nadzieję,
że to będzie nad morzem.
I chciałabym,
żebyśmy wtedy wszyscy
znowu razem pośpiewali,
tak jak kiedyś.
Jestem zdecydowana
zawsze być lojalna wobec Jehowy.
Jaki wspaniały przykład!
Dzięki temu, że siostra Rosalía
polegała na Jehowie
zarówno ona, jak i jej rodzina
zaznali wielu błogosławieństw.
Jehowa chce,
żebyśmy na Nim polegali
szczególnie
w najtrudniejszych momentach.
W porannym wielbieniu
brat Steven Lett
wyjaśnił, jak polegać na Jehowie,
kiedy przechodzimy prześladowania.
Omówimy dzisiaj temat:
„Duch święty pomaga nam
przetrwać prześladowania”.
Komentarz ze Strażnicy
wspomina o różnych
formach prześladowań,
jakie dotykają lud Boży.
Ale dzisiejszy werset —
Zachariasza 4:6 —
upewnia nas,
że żadne prześladowanie
nie zdoła nas złamać,
jeśli mamy wsparcie
ducha świętego.
A co takiego Szatan
chce osiągnąć prześladowaniami?
Chce, żeby słudzy Jehowy
poddali się,
ulegli,
poszli na kompromis.
Spróbujmy
wyobrazić sobie lwa.
Szatan
to symboliczny lew.
Chciałby kogoś pożreć.
A co się dzieje ze stworzeniem,
które zostało pożarte przez lwa?
Jest trawione i ostatecznie
staje się częścią lwa.
I na tym
zależy Szatanowi.
Na tym, żeby ci,
którzy ‛nie są częścią świata’,
stali się częścią jego świata,
jego systemu,
a w końcu
częścią jego samego.
Ale z pomocą ducha świętego jesteśmy
zdecydowani do tego nie dopuścić.
Na jakie sposoby
lud Boży był prześladowany
i jakich prześladowań
nadal doświadcza?
Omówmy krótko pięć z nich.
Nie potrafimy przewidzieć,
które z nich dotkną nas
albo naszych bliskich,
zanim przyjdzie Armagedon.
Postanówmy sobie,
że bez względu na to,
jaki rodzaj prześladowań
nas spotka,
zachowamy lojalność
i pomożemy w tym innym.
Pierwszy sposób to zakaz.
Działalność Świadków Jehowy
była objęta zakazem
w przeszło 100 krajach.
Mieliśmy takie problemy
od Albanii po Zimbabwe.
Od A do Z,
praktycznie cały alfabet.
Już w czasach biblijnych
różne rządy wprowadzały zakaz.
W 522 roku p.n.e.
zakazano odbudowy świątyni.
Uczniom Jezusa
z I wieku n.e.
w wielu miejscach
zabroniono głosić.
Kiedy ignorowali
ten zakaz,
byli „ciągani przed królów
i namiestników”.
A jak pomagał
im duch święty,
gdy stawali przed tymi
królami i namiestnikami?
I na jaką pomoc
my możemy liczyć?
Otwórzmy Mateusza,
rozdział 10, i zobaczmy,
jak duch święty
nam pomoże.
Zacznijmy czytać
od wersetu 19,
gdzie są słowa Jezusa:
„Jednak gdy was wydadzą,
nie zamartwiajcie się,
jak lub co powiecie
[Mamy się nie martwić,
co powiemy. Dlaczego?],
bo w danej chwili
otrzymacie pomoc —
w gruncie rzeczy
to nie wy będziecie mówić,
ale będzie przez was mówić
duch waszego Ojca”.
Nie mówimy sami z siebie.
Oczywiście
mamy swoją rolę,
ale duch święty
podsunie nam właściwe słowa,
o czym nas
upewniają te wersety.
Druga forma prześladowań
to uwięzienie.
Pierwsi chrześcijanie
często doświadczali tego,
co Jezus zapowiedział
w Łukasza 21:12:
„Ludzie wystąpią przeciwko wam (...),
wydając was do (...) więzień”.
To były prorocze słowa.
W naszych czasach
słudzy Jehowy są więzieni
w wielu miejscach.
Rosja i jej sojusznicy
korzystają z tej metody
na wielką skalę,
ale w innych krajach
dzieje się podobnie.
Dlatego stale módlmy się
za naszych uwięzionych braci.
Pamiętajmy o braciach
pozbawionych wolności
w Erytrei, Turkmenistanie,
Rosji i innych miejscach.
Piękną myśl znajdziemy
w Hebrajczyków 13:3:
„Pamiętajcie o tych,
którzy są w więzieniu,
jak gdybyście byli
uwięzieni razem z nimi”.
Może teraz nie jesteśmy w więzieniu,
ale nie wiemy, co nas czeka.
Pozbawieni wolności
bylibyśmy wdzięczni,
że bracia modlą się za nas,
jakby byli z nami.
Trzecia forma prześladowań
to wyrzucanie dzieci
naszych braci ze szkół.
Szatan wie,
że kiedy atakuje dzieci,
dotyka źrenicy
ich rodziców.
I ma nadzieję,
że pod wpływem bólu
pójdą na kompromis.
W USA był to
częsty problem w latach 40.
Ale w innych krajach
dzieci Świadków
też relegowano ze szkół
w różnych okresach historii —
aż do naszych czasów.
Podobnie było z młodym człowiekiem
wykluczonym z synagogi
za to, że się przyznał
do wiary w Jezusa.
Czwarta
forma prześladowań
jest opisana
w Księdze Objawienia 13:16, 17.
W tym rozdziale czytamy
o systemach politycznych
podległych Szatanowi,
które ‛przymuszają ludzi,
żeby przyjęli znamię
na prawą rękę albo na czoło’.
Ten, kto odmówi,
nie może kupować
ani sprzedawać.
Na czym polega
to prześladowanie?
Presja ekonomiczna
ma skłonić naszych braci,
żeby zrezygnowali
ze swojej neutralności.
I jest to metoda,
z której Szatan
bardzo często korzysta.
Z powodu swojej neutralności
niejeden brat stracił pracę.
Czasami firmy
braci bojkotowano.
Naprawdę trudne chwile
przeżyli nasi bracia w Malawi.
Doświadczyli problemów
ekonomicznych i różnych form nacisku,
bo nie chcieli wykupować
legitymacji partyjnych.
Legitymacja kosztowała grosze,
więc nie chodziło o cenę,
ale o potencjalne
straty duchowe.
Stanowczo odmawiali.
O piątej i ostatniej z omawianych
dziś form prześladowań
czytamy w Mateusza 5:11.
Jezus powiedział:
„Szczęśliwi jesteście,
gdy z mojego powodu
znieważają was i prześladują,
i kłamliwie opowiadają o was
wszelkie złe rzeczy”.
Co to jest?
Oszczerstwo.
Na przykład często
jesteśmy oczerniani w mediach.
Jezusa też oczerniano.
Ludzie mówili,
że ma demona,
jest bluźniercą,
żarłokiem i pijakiem.
Kłamstwa opowiadano też
o chrześcijanach z I wieku.
W Dziejach Apostolskich 28:22
zapisano, co Żydzi
powiedzieli Pawłowi:
„Jeśli chodzi o tę sektę,
wiemy, że wszędzie
mówi się przeciw niej”.
Naprawdę ich wtedy
oczerniano.
Ale duch święty pomoże nam
znieść wszystkie oszczerstwa.
Omówiliśmy pięć
rodzajów prześladowań:
zakaz naszej działalności,
uwięzienie,
wyrzucanie dzieci ze szkół,
presja ekonomiczna,
żeby złamać naszą
neutralność
i oszczerstwa.
Można by wymienić
jeszcze wiele innych.
Ale nieważne, jakie
prześladowania nas spotkają,
bo możemy liczyć
na pomoc ducha świętego.
Ale to rodzi
ważne pytanie:
Co trzeba robić,
żeby tego ducha otrzymać?
Trzy rzeczy
nam w tym pomogą.
W Łukasza 11:13
Jezus powiedział:
„Ojciec w niebie
da ducha świętego tym,
którzy Go proszą!”.
Czyli modlitwa.
Po drugie, działamy
zgodnie z duchem świętym —
jesteśmy na zebraniach,
głosimy, czytamy Biblię —
poddajemy się
pod jego wpływ.
Po trzecie,
Efezjan 4:30:
„Nie zasmucajcie (...)
ducha Bożego”.
Czyli robimy wszystko,
co możemy,
żeby nie pozbawić się
wsparcia ducha świętego.
Prosimy o niego,
działamy zgodnie z nim
i z całych sił staramy się
go nie zasmucać.
A wtedy ta największa siła
we wszechświecie,
najpotężniejsza,
pomoże nam
na cztery sposoby.
Jakie to sposoby?
Trzy z nich znajdziemy
w Jana 14:26.
Duch święty będzie
„wspomożycielem”,
po drugie, ‛nauczy nas’
i ‛przypomni nam wszystko’,
czego uczył Jezus.
Może odświeżyć
nam to w pamięci.
Nie zapominajmy o tym.
Kiedy jesteśmy prześladowani,
módlmy się do Jehowy,
żeby posłużył się swoim duchem
i przypomniał nam to,
czego w danej chwili
potrzebujemy.
Czwarty sposób
jest opisany w Jana 16:13:
duch „pokieruje wami,
żebyście w pełni
zrozumieli prawdę”.
Mamy więc cztery sposoby —
duch święty będzie wspierał,
uczył, przypominał i prowadził.
Gdyby droga przebiegała
przez pole minowe,
bardzo byśmy
cenili przewodnika,
który bezpiecznie
by nas przeprowadził.
Przed czym nas uchroni
wsparcie ducha świętego?
Niezależnie
od formy prześladowań
Diabeł nie zdoła
nas pożreć,
a świat nas
nie wchłonie.
Nie staniemy się
częścią tego świata
i przetrwamy prześladowania
zgodnie ze słowami Jehowy:
‚„Nie dzięki wojsku,
nie dzięki ludzkiej sile,
lecz dzięki
mojemu duchowi”.
Dzięki duchowi
Jehowy wytrwamy.
Zawsze jestem pod wrażeniem tego,
że każdego dnia
możemy czerpać siły z najpotężniejszego
Źródła energii we wszechświecie.
Najnowszy wideoklip
pokaże nam, jak duch święty
pomaga młodemu bratu
nie tracić nadziei w trudnym czasie.
Jehowo,
Boże mój,
Twa prawość wielka jest.
Nie możesz znieść,
gdy ronię łzy
i dręczy mnie zły świat.
Gdy ludzie ci
wciąż ranią mnie,
odczuwam w sercu ból.
Lecz wiem, że Ty
odpłacisz im —
spokój dajesz mi.
Ciebie więc wyczekuję,
a gdy opadam z sił,
nosisz mnie na rękach.
Jesteś Obrońcą mym.
Więzienie czy szyderstwa znów,
od ludzi przykry cios —
pomożesz mi
to wszystko znieść,
nie poddam się, o nie!
Jehowo, Ty
mnie strzeżesz jak
źrenicy swej, to wiem.
Polegać wciąż na Tobie chcę.
Tak bardzo wzmacniasz mnie.
Ciebie więc wyczekuję,
a gdy opadam z sił,
nosisz mnie na rękach.
Jesteś Obrońcą mym.
Będzie sprawiedliwość trwać,
pewność co do tego mam.
Prawość zaprowadzisz tu.
Usuniesz ból i żal.
Cierpieniom powiesz: „Dość!”.
Ciebie więc wyczekuję,
a gdy opadam z sił,
nosisz mnie na rękach.
Jesteś Obrońcą mym.
Więzienne mury pozbawiły go
wolności, ale nie nadziei.
Ten młody brat wyobrażał sobie,
że wychodzi z celi
i przenosi się tam,
gdzie czuje pokrzepienie —
idzie do Sali Królestwa, do służby
i odwiedza braci ze zboru.
Czy z tej audycji nauczyliście się czegoś,
co sprawi, że staniecie się silniejsi?
Dowiedzieliśmy się, dlaczego to takie
ważne, żeby dbać o swoje emocje.
Najlepszym sposobem
jest pomaganie innym.
Zobaczyliśmy, że niektórzy
mają więcej radości w służbie
dzięki dostosowywaniu się
do możliwości zainteresowanych.
Kilka cennych wniosków wyciągnęliśmy,
zagłębiając się w Księgę Jonasza.
Pocztówka z tego miesiąca
pochodzi z Czarnogóry.
Nazwa tego kraju
najprawdopodobniej
nawiązuje do ciemnych lasów,
które porastają
tutejsze pasma górskie.
Ale tak naprawdę
jest to kraj pełen kolorów
i różnorodnych zwierząt,
który lśni jak klejnot
nad brzegiem Morza Adriatyckiego.
Kanion rzeki Tara należy
do jednych z najgłębszych w Europie.
Jezioro Szkoderskie
jest największym na Bałkanach.
To prawdziwa oaza dla ptaków,
których występuje tam
blisko 280 gatunków.
Wielu turystów
odwiedza miasto Kotor,
żeby nacieszyć się
niezwykłymi widokami,
malowniczymi uliczkami
albo przejechać się rowerem
słynną trasą z licznymi serpentynami.
Niestety, mieszkańcy Czarnogóry
wiele wycierpieli wskutek wojen.
W 1918 roku Czarnogóra
została włączona
do Królestwa Serbów,
Chorwatów i Słoweńców.
W 1929 roku nazwa została zmieniona
na Królestwo Jugosławii.
Obejmowało ono
tereny obecnych państw:
Bośni i Hercegowiny,
Chorwacji, Kosowa,
Macedonii Północnej, Czarnogóry,
Serbii i Słowenii.
Po II wojnie światowej
socjalistyczna Jugosławia
istniała aż do rozpadu
pod koniec XX wieku.
W 2006 roku Czarnogóra
ogłosiła niepodległość.
Historyczne zawirowania
przyczyniły się do tego,
że mieszkańcy Czarnogóry
bardzo sobie cenią takie cechy, jak
uczciwość, pokora, ofiarność
i szacunek dla innych.
W 1922 roku
młody Franz Brand z Serbii
po raz pierwszy
zetknął się z prawdą biblijną.
Był w Austrii na wykładzie,
który został przerwany przez tłum.
Ale to, co usłyszał, zrobiło
na nim tak duże wrażenie,
że postanowił dzielić się
tą prawdą z innymi.
Wrócił w swoje rodzinne strony
i zaczął studiować Biblię
z grupką osób,
a potem przeprowadził się
do Mariboru w Słowenii.
Znalazł tam pracę jako fryzjer
i głosił swoim klientom, którzy
uważnie go słuchali w trakcie golenia.
W innym miejscu
Alfred Tuček, dyrygent
orkiestry gwardii królewskiej,
dostał od swojego kolegi
literaturę biblijną.
Zrezygnował z tej
dobrze płatnej posady
i został jednym z pierwszych
pionierów w ówczesnej Jugosławii.
Na początku lat 30.
razem z innymi braćmi
wyświetlał w różnych częściach
kraju „Fotodramę stworzenia”.
Ze swoją żoną, Fridą,
głosili dobrą nowinę
na terenie dzisiejszej Chorwacji,
Macedonii, Czarnogóry i Serbii,
przemieszczając się rowerami,
a potem motocyklem.
Obecnie w Czarnogórze
jest 432 gorliwych głosicieli,
czyli o 4 procent więcej
niż w 2024 roku.
Prawie jedna trzecia głosicieli
to pionierzy.
Metody głoszenia w tym kraju są tak
zróżnicowane, jak jego krajobraz.
W Podgoricy, stolicy Czarnogóry,
zbór Podgorica-Północ
głosi na ogromnym terenie.
Niektórzy głosiciele mają
do Sali Królestwa około 100 kilometrów.
Droga na zebranie
może im zająć nawet dwie godziny.
Raz—dwa razy w miesiącu
głosiciele z Podgoricy organizują
służbę w oddalonych wioskach,
gdzie z miejscowymi braćmi i siostrami
starają się dotrzeć
do jak największej liczby osób.
Swój dzień zaczynają od zbiórki —
na przykład w parku —
i po całym dniu głoszenia oraz
zebraniu w trybie wideokonferencji
nocują u braci, a następnego dnia
wracają do domu.
Południe kraju
jest znane z pięknych plaż.
W niektórych porach roku
jest tam dwa razy więcej
turystów niż miejscowych.
Dlatego w sezonie turystycznym
głosiciele koncentrują się tam
na świadczeniu w miejscach publicznych,
a poza sezonem głoszą
głównie od domu do domu
i na terenach handlowych.
Ich gorliwość przynosi dobre rezultaty.
W 2024 roku na Pamiątkę
śmierci Jezusa przyszło 769 osób.
37 głosicieli ze zboru Herceg Novi
przesyła serdeczne pozdrowienia
dla braci i sióstr na całym świecie.
To była audycja JW Broadcasting
z Biura Głównego Świadków Jehowy.